Dziś Sylwester, tak więc życzę Wszystkim udanej, szapmańskiej i NIEZAPOMNIANEJ :P zabawy aż do białego rana oraz wszystkiego naj i w ogóle czego tylko Sobie zażyczycie aby Wam się spełniło w nadchodzącym, 2014 roku. :*
wtorek, 31 grudnia 2013
piątek, 27 grudnia 2013
Ciężko jest być nikim, dla kogoś, kto jest dla Ciebie wszystkim...
Kiedyś możesz zrozumieć, co zrobiłeś, ale wtedy już będzie za późno...
"Well you only need the light when it's burning low
Only miss the sun when it starts to snow
Only know you love her when you let her go
Only know you've been high when you're feeling low
Only hate the road when you're missing home
Only know you love her when you let her go
And you let her go..."
czwartek, 26 grudnia 2013
poniedziałek, 16 grudnia 2013
Dzisiejszy dzień był piękny. Dziękuję Żabciu :*
Życzę wszystkim udanego popołudnia. :*
Dlaczego ludzie oceniają innych tak szybko?
Sytuacja, która miała dziś miejsce... ehh... nie ma to jak usłyszeć od dzieci w wieku góra 15 lat, że jest się gimbusem, mając na karku 18 latek(od 3 stycznia)... Bo co?! Bo mam czekoladowe gwiazdki Milky Way'a?! Bo się śmieję jak oszalała?! ... Przykro jest patrzeć na to, jak świat "schodzi na psy", no ale niestety tak się dzieje.
Jak już może niektórzy zauważyli, zostałam tu sama, gdyż Marysia stwierdziła, ż eporadzę sobie z tworzeniem tego bloga... zobaczymy czy się uda. :) Będę starała się dodawaćposty jak najczęściej, lecz nic nie obiecuję. :3
A to taki powrót do przeszłości. *.*
wtorek, 10 grudnia 2013
Coś z niczego - czyli jak powstają parodie baśni, bajek i powieści ^^
Niby nic a tak to się zaczęło..
-Mi chodziło o sytuacje a nie o chłopaków. Ja łatwiej chyba znoszę coś ala odtrącenie.
-Jeden chuj. Serio? Ja tez calkiem fajnie ale nigdy nikt sie o mnie nie staral dlatego smuteczek.
Hahahaha
-Zamień sie :( nie lubię takiego zachowania jak jego..
-Jejciu ;D hahaha xD no to dawaj, zamieniamy sie.
-Hahah czary mary.. coś nie wychodzi. xd
-Moze ja sprobuje, w koncu jestem czarownicą -,-
-Aa no może to przez to..
-A nie sory.. Harry Potter zajebal mi rozdzke. Nici z magii :(
-Oszz a ja juz mialam nadzieje.. może zadzwonić do Gandalfa.? xd
-Gandalf strzelił focha po tym jak nie pomogłam Frodo z tą obrączką.
-Ooo to byłaś ty.? Jak moglas.? xx
-No bo kurde tak wyszlo, mialam umówioną wizyte u fryzjera i nie moglam wszystkiego rzucic i biec na ratunek tym Hobbitom!
-Aa to wszystko wyjaśnia.. Na wizytę u tego fryzjera jakim jest Kruella trzeba umawiać się z półrocznym uprzedzeniem i oni jeszcze mają czelność cię oskarżać. -.-
-No właśnie! A tak a propo Kruelli no mówie Ci przepiękne futro sobie sprawiła! Bodajże z Yeti. No Wygląda nieziemsko!
-Ehh ona to jak coś zaprojektuje.. Marzenie.. ale nigdy nie będzie mnie stać nawet na guzika z jej kolekcji bo niby co ja mam z tych krasnali.. Sierota ze mnie..
-Ale wiesz, Co 7 krasnali to nie jeden ;D W łóżku sie przydają pewnie:D Moja kuzynka ma o wiele gorzej, wyobraz sobie ze caly dzien tylko sprząta, pierze, gotuje. :( Biedaczka zaharuje sie na smierc! Raz uciekla z domu i poszla do klubu i czaisz, ze tak sie najebala ze zgubila buta? XD
-A coś czytalam zawiesili na sieci tej przed domem babci kapturka podobno tego buta znalazł sam Książę i teraz lata jak pojebany za dziewczyną.. A co do najlepszych plotek miesiąca to posluchaj.. Podobno Śpiąca królewna sie obudziła normalnie szok ;o
-No nie gadaj! ;o Kurde ale ta to miała dobrze, tylko spała. Dlatego taka szczuplutka jest, wiesz nic nie jadła i wgl. Zazdro :x W sumie Fiona mogłaby tez sie przespac kilka dni moze by jej to pomoglo na figurę. No ale jak maseczki z błota jej na cerę nie pomagają to nic nie wiadomo :x Od kiedy urodzila te małe ogrzątka wygląda okropnie biedaczka.
- Ehh masz racje.. Ale czego to sie nie robi dla miłości.. Ma szczęśliwą rodzinke, paparazzi za każdym pniakiem i do tego wkurwiajacego Osła z całą familią on to ma wgll życie.. Taki związek.. Nie wiem czy ja bym tak potrafila xx
-Masz racje . Ach mialam Ci opowiedziec cos, widzialam wczoraj jak wracalam z shoppingu Dziewczynkę z zapałkami. Stala w ciemnej uliczce i nie zgadniesz. Zabawiala sie z Jasiem i Małgosią! Urządzili sobie trójkącik! No jak to zobaczylam to oniemialam!
-Oooooo tożto skandal.! Dziewczynkę z zapałkami znaleziono dzisiaj martwą.. A konkretnie znalazł ją Tomcio Paluszek to dla niego musial być szok.. A jak sie o tym dowiedziała kaczka to zwariowala.. Czesze włosy wykałaczką.. Je wstążki jak makaron.. Chcą ją do psychiatry wysłać xx
-No cóż to sie porobilo teraz :// Ale wiesz, Tomcio Paluszek ostatnio kręcił z Calineczką więc ona tam go pewne pociesza jak moze xD hahaha. Słuchaj, jadę jutro na pokaz mody, podobno Śnieżka zajela sie teraz modellingiem. W sumie nie dziwie jej sie. Jest przepiękna! Ma iść w pokazie Paprocki i Brzozowski . Może miałabys ochote się ze mną wybrac?
-Jeśli nie będzie tam Szewczyka Dratewki.. Wiesz.. Szaleje za mną, a ja nie chce żyć w takim związku.. Tylko buty i buty ostatnio nawet popadł w depresję jak Kopciuszek zgubil tego bucika z najnowszej kolekcji wiosna lato 1786..
-Ten to ma obsesję na punkcie butów! Ale jedno trzeba przyznać, są przepiękne! Czytałam w gazecie, ze przyrodnie siostry kopciuszka poodcinaly sobie palce kiedy okazało sie że z najnowszej kolekcji nie ma pantofelków w ich rozmiarze! Tragedia no tragedia.
-Do czego to on doprowadzil xx nawet Piotruś Pan lata w jego butach.. Nie wspominając już o kocie..
-Hahahahahah sory ale Piotruś Pan = **********
-Hahahhaha ja już tu leje xd nie mogę xd hahah
-"I na podstawie tych plotek i ploteczek powstaly nowe wercje Basni Braci Grimm i Basni Andersena. Zapraszamy do ksiegarni!"
-Hahaha dokładnie.!
THE END
by Meły <Mery Lou> tej bez owieczki.
Oszosz
Z pozdrowieniami dla szanownych braci Grim, cudownego Andersena, autorki Harrego Pottera - J.K. Rowling oraz powieściopisarza jakim jest J.R.R. Tolkien ;**
piątek, 6 grudnia 2013
O pani z zamku
O moja pani z zamku najbielsza,
Co do straszenia ty jesteś pierwsza.
Straszysz turystów że włos się jeży,
Największy upiór się z tobą nie mierzy!
Straszysz przechodniów i wszystkich ludzi,
Krzyk twój złowieszczy krew we mnie studzi!
Chadzasz po salach i pustych komnatach,
Skrzypienie słychać w twych starych gnatach.
Na sam ten odgłos kustosz ucieka,
Nikt z aparatem na ciebie nie czeka,
To po co narzekasz że jesteś sama,
czwartek, 5 grudnia 2013
"Ma głowa jest tak przepełniona psychoaktywnością, że nie wiem od czego zacząć, lecz jestem Dimetylotryptaminą i mam zaszczyt przedstawić Państwu molekułę mojej duszy, a raczej jej kropelkę w niekończącym się oceanie mego umysłu. A mianowicie: siedział tam samotny. Na polanie obrośniętej gęstą, zieloną trawą. Jego oczy skierowane przed siebie, w dal. O czym myślał? -tego nie wie nikt. Ludzkie domniemania są zazwyczaj mylne. Nagle w jego oczach ujrzałem łzy. NIEZROZUMIENIE-pomyślałem natychmiastowo. Czemu cały świat, w jednym, tym najgorszym momencie staje przeciwko Tobie, wtedy gdy najbardziej potrzebujesz ogromnego wsparcia? -zagadnąłem ślepo. On nadal siedząc prosto, ze skrzyżowanymi nogami, jak gdyby medytował, patrzył w ciszy przed siebie, w gęstwinę lasu. Jego oczy były nieziemskie, raczej kosmiczne. Po chwili odrzekł:
- Czyż nie piękny widok z tutejszego wzgórza ? wokół wszędzie tylko gęste lasy. Znakomite miejsce na odpoczynek od zniszczonego ludzkością świata.
- Przecież wiesz, że nie takiej odpowiedzi od Ciebie oczekuję.- zwróciłem się do niego lekko zdenerwowanym głosem.
-Chcę tylko pięknem sił wyższych przysłonić swój zaśmiecony umysł.- powiedział drżącym a zarazem wysokim tonem. "od razu się poddał" pomyślałem, lecz dociekałem dalszej prawdy zadając mu kolejne pytanie: Czymże więc jest dla Ciebie szczęście?
- Szczęście powiadasz... Szczęściem dla mnie jest niewątpliwie ciepło rodzinne. Mama, tata, rodzeństwo zarówno jak i przyjaźń. Taka prawdziwa, która nawet nie istnieje. Ale przede wszystkim wspomnienia. To one odgrywają ogromną rolę w moim marnym życiu. To właśnie one mają największą moc, prócz Boga. Wtenczas na jego prawym policzku dostrzegłem srebrną łzę, po nim spływającą. Odbijała słoneczny blask. wokół słychać śpiew ptaków oraz szum drzew. W tym miejscu jako jedynym na ziemi poczułem prawdziwy, intensywny zapach prawdziwej natury. "nikt tak na prawdę nie wie co się we mnie kryje. co myślę, czuję..." powiedział spokojnym, lekkim głosem. Stwierdziłem, iż nie ma pojęcia, co znaczy czuć się niebiańsko czy błogo, lecz w tamtym momencie poczułem nagłe ciepło wewnętrzne. Stwierdziłem, że ja jako jedyny wiem doskonale co w sobie kryje zniszczony motyl, ze zniszczonymi skrzydłami, który nie potrafi się wzbić w górę mimo wielokrotnych starań. Coś skusiło mnie bym podszedł bliżej. nie stawiłem żadnego oporu. Uklęknąłem przy nim, po czym zatonął w moich czułych objęciach. Poczułem powiew gorącego chłodu. Z jakiegoś niewyjaśnionego wiedziałem, że najgorsze dopiero ma nadejść. Otwieram oczy. Jest mrok. Przeszły mnie ciarki, w momencie gdy dostrzegłem iż znajduję cię na starym, opuszczonym cmentarzu. Wokół ogrom zniszczonych mogił, a ja przerażony tulę krzyż grobowca mojego najlepszego przyjaciela, a zarazem kogoś mi bliższego. I momentalnie wróciły wszystkie wspomnienia z nim związane. Przeszyły mi one czaszkę wraz z jej zawartością w tak szybkim tempie, iż myślałem, że za chwilę rozsadzi mi głowę, a mój mózg niczym truskawkowy kisiel wypłynie ze strzępionej czaszki, resztki uszami. Zdałem sobie sprawę, że staję u jego trumny po czym padam na kolana po raz trzydziesty trzeci. Składam więc ręce do modlitwy, mając świadomość, że tutaj nie ma Boga. Czy to ma jakikolwiek sens? A czy ktoś w ogóle tak powiedział? opuszczam powoli głowę w dół. O niczym nie mam pojęcia, jednak zaczynam po chwili czuć iż wszystkie kamienie stają się miękkie, choć wokół nie było żadnego, a ja młody konam ze starości. Słyszę czyjeś kroki, brzmiące jak gdyby ktoś przy ciężkich butach typu glany, miał zamocowane ogromne klamry, a ich stukot mnie przerażał. On był bliżej i bliżej. Drżałem cały ze strachu zaciskając spocone pięści. Odwróciwszy się oraz stanąwszy natychmiastowo na baczność, rzekłem jak na rozkaz: "Sześćdziesiąt Sześć i Sześć- treścią Twego imienia". Jego Twarz mimo, iż była lekko uchylona ku górze. Jego Twarz była praktycznie całkowicie niewidoczna, za sprawą ogromnego kaptura koloru hebanowego, który ciągną za sobą długi, rozłożysty płaszcz całkowicie zasłaniając "jego" aparycję. Stanąłem jak wryty, gdy odrzekł nagle nieludzkim głosem: Czy wiesz, że moja w tym zasługa? To gałęzie moich drzew utuliły go do wiecznego snu, pośród głębi lasu. Ludzie grają na mych instrumentach lepiej, niż się tego spodziewałem.
-Wiem, że nie ma odwrotu. lecz wierzę głęboko, choć nie do końca wiem co to znaczy.- odpowiedziałem przepełniony pewnością siebie. W umyśle nagle biegnę skalną pustynią. Wokół pustki. Na końcu widoczne urwisko. Nie zwalniam, wręcz przeciwnie. Rozpędzony niczym wiatr, wybijam się z urwiska. spadam w dół z rozłożonymi rękoma. Widzę samego siebie w pewnej odległości, niczym w mrocznym filmie grozy. Ma to charakter nieodwracalny. Uderzam z ogromną prędkością o kamienną płaszczyznę. Wraz z upadkiem, a konkretnie z zetknięciem się mego ciała z owym gruntem, moje ciało sukcesywnie zamienia się w kłęb kruczoczarnych, puszystych piór, unoszących się wraz z wiatrem w górę. Począwszy od stóp, aż po sam czubek głowy. Część unosi się nad znajdującym się nieopodal oceanem, w którym dostrzec można odbicia błyskawic. Niebo jest tak samo ciemne jak ocean bądź odwrotnie lub jeszcze inaczej... "Czyżbym upadł w górę?" spytałem sam siebie stojąc w pożodze. Czy rzeczywiście tak oto wygląda Królestwo Niebieskie do którego dążymy przez całe życie wszelkimi staraniami? Wokół mnie momentami widać jeszcze płomienie, gdzie nie gdzie jakieś niedopałki ludzkich zwłok. Wszędzie unosi się lichy dym. Wieje porywisty wiatr. Poczułem się jak w "Constantine". Koniec Ludzkości. Po chwili ukazuje mi się postać wyłaniająca się z kłębu masowego dymu. To ja. Mam na sobie biały, rozciągnięty i lekko przybrudzony podkoszulek. Przetarte w wielu miejscach jeansy. włosy rozczochrane. Stoję boso, a ręce swobodnie spoczywają wzdłuż ciała. Nie posiadam oczu. Dostrzec można tylko czerwonoczarne oczodoły, z których wypływa spokojnie krew. W tle słychać "Requiem For A Dream". Me stopy topią się w łzach żalu, smutku, cierpienia i rozpaczy. Mało przyjemne doświadczenie bardzo delikatnie powiedziawszy... Zaczynają drżeć mi bębenki w uszach. Incydent się nasila. Nagle, niczym demoniczny orszak żałobny, uderzając tak głośno w swe instrumenty, czy raczej żelastwo, ogromne, niewidoczne i rozlatujące się, które z impetem we mnie uderza, niczym w skałę. Stąd ten niebywały dźwięk. Kawałki mych jelit, trzewi oraz resztki ciała jedzą wrony. Nie potrafię opisać tego doświadczenia słowami, gdyż ciężko nawet uczuciem. Wysoka dawka DMT czyni swoją powinność. W błyskawicznym tempie rozpętał się deszcz krwi, niosąc za sobą kolejne ofiary, niszczone w bestialski, okrutny sposób. Chcąc popełnić samobójstwo, biegnę poprzez ciemny, gęsty i zimny las. Na gałęziach wiszą ludzkie płody oraz noworodki. Czy coś mnie jeszcze Dziś zaskoczy? One są wszędzie! Biegnąc, staram się je omijać, lecz przypadkowo uciekam depcząc po nich. A przed czym tak właściwie uciekam? Przed złem tego świata, mimo iż sam nad głową nie mam aureoli. Ludzie są okrutni, a życie jest cholernie ciężkie. C'est La Vie, jak to się powiada. Stąpam po ziemi której nie ma. Świat nigdy nie istniał i nie istnieje. To tylko moja chora wyobraźnia płata mi tak niewytłumaczalne figle. Zaczynam lewitować niczym Jezus. Me ciało błyszczy. (Kto tak sprawił do jasnej cholery?). Nagle słyszę tajemniczy głos stojącej tyłem, o nieludzkich kształtach kobiety. coś niewyraźnie szepcze. Odwraca się do mnie przy czym jej włosy rozwiewają się we wszystkich kierunkach. Wskazuje mi ( z niewiadomych przyczyn) zielone, niezwykłe miasto w oddali, mówiąc:
- Czy jest jeszcze coś co chciałbyś ujrzeć?
- A czy jest coś jeszcze, co mogłabyś mi zaoferować?- odrzekłem z zamkniętymi szeroko ustami. Całość trwało około dwóch tysięcy lat, a w rzeczywistości piętnaście minut. I tak tego nie zrozumiecie.
Nawet ogromna dawka LSD wam nie zapewni takiej jazdy.
Dimetylotryptamina- załaduj wszechświat, wyceluj, po czym strzel sobie w łeb.
Bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą."
- Przecież wiesz, że nie takiej odpowiedzi od Ciebie oczekuję.- zwróciłem się do niego lekko zdenerwowanym głosem.
-Chcę tylko pięknem sił wyższych przysłonić swój zaśmiecony umysł.- powiedział drżącym a zarazem wysokim tonem. "od razu się poddał" pomyślałem, lecz dociekałem dalszej prawdy zadając mu kolejne pytanie: Czymże więc jest dla Ciebie szczęście?
- Szczęście powiadasz... Szczęściem dla mnie jest niewątpliwie ciepło rodzinne. Mama, tata, rodzeństwo zarówno jak i przyjaźń. Taka prawdziwa, która nawet nie istnieje. Ale przede wszystkim wspomnienia. To one odgrywają ogromną rolę w moim marnym życiu. To właśnie one mają największą moc, prócz Boga. Wtenczas na jego prawym policzku dostrzegłem srebrną łzę, po nim spływającą. Odbijała słoneczny blask. wokół słychać śpiew ptaków oraz szum drzew. W tym miejscu jako jedynym na ziemi poczułem prawdziwy, intensywny zapach prawdziwej natury. "nikt tak na prawdę nie wie co się we mnie kryje. co myślę, czuję..." powiedział spokojnym, lekkim głosem. Stwierdziłem, iż nie ma pojęcia, co znaczy czuć się niebiańsko czy błogo, lecz w tamtym momencie poczułem nagłe ciepło wewnętrzne. Stwierdziłem, że ja jako jedyny wiem doskonale co w sobie kryje zniszczony motyl, ze zniszczonymi skrzydłami, który nie potrafi się wzbić w górę mimo wielokrotnych starań. Coś skusiło mnie bym podszedł bliżej. nie stawiłem żadnego oporu. Uklęknąłem przy nim, po czym zatonął w moich czułych objęciach. Poczułem powiew gorącego chłodu. Z jakiegoś niewyjaśnionego wiedziałem, że najgorsze dopiero ma nadejść. Otwieram oczy. Jest mrok. Przeszły mnie ciarki, w momencie gdy dostrzegłem iż znajduję cię na starym, opuszczonym cmentarzu. Wokół ogrom zniszczonych mogił, a ja przerażony tulę krzyż grobowca mojego najlepszego przyjaciela, a zarazem kogoś mi bliższego. I momentalnie wróciły wszystkie wspomnienia z nim związane. Przeszyły mi one czaszkę wraz z jej zawartością w tak szybkim tempie, iż myślałem, że za chwilę rozsadzi mi głowę, a mój mózg niczym truskawkowy kisiel wypłynie ze strzępionej czaszki, resztki uszami. Zdałem sobie sprawę, że staję u jego trumny po czym padam na kolana po raz trzydziesty trzeci. Składam więc ręce do modlitwy, mając świadomość, że tutaj nie ma Boga. Czy to ma jakikolwiek sens? A czy ktoś w ogóle tak powiedział? opuszczam powoli głowę w dół. O niczym nie mam pojęcia, jednak zaczynam po chwili czuć iż wszystkie kamienie stają się miękkie, choć wokół nie było żadnego, a ja młody konam ze starości. Słyszę czyjeś kroki, brzmiące jak gdyby ktoś przy ciężkich butach typu glany, miał zamocowane ogromne klamry, a ich stukot mnie przerażał. On był bliżej i bliżej. Drżałem cały ze strachu zaciskając spocone pięści. Odwróciwszy się oraz stanąwszy natychmiastowo na baczność, rzekłem jak na rozkaz: "Sześćdziesiąt Sześć i Sześć- treścią Twego imienia". Jego Twarz mimo, iż była lekko uchylona ku górze. Jego Twarz była praktycznie całkowicie niewidoczna, za sprawą ogromnego kaptura koloru hebanowego, który ciągną za sobą długi, rozłożysty płaszcz całkowicie zasłaniając "jego" aparycję. Stanąłem jak wryty, gdy odrzekł nagle nieludzkim głosem: Czy wiesz, że moja w tym zasługa? To gałęzie moich drzew utuliły go do wiecznego snu, pośród głębi lasu. Ludzie grają na mych instrumentach lepiej, niż się tego spodziewałem.
-Wiem, że nie ma odwrotu. lecz wierzę głęboko, choć nie do końca wiem co to znaczy.- odpowiedziałem przepełniony pewnością siebie. W umyśle nagle biegnę skalną pustynią. Wokół pustki. Na końcu widoczne urwisko. Nie zwalniam, wręcz przeciwnie. Rozpędzony niczym wiatr, wybijam się z urwiska. spadam w dół z rozłożonymi rękoma. Widzę samego siebie w pewnej odległości, niczym w mrocznym filmie grozy. Ma to charakter nieodwracalny. Uderzam z ogromną prędkością o kamienną płaszczyznę. Wraz z upadkiem, a konkretnie z zetknięciem się mego ciała z owym gruntem, moje ciało sukcesywnie zamienia się w kłęb kruczoczarnych, puszystych piór, unoszących się wraz z wiatrem w górę. Począwszy od stóp, aż po sam czubek głowy. Część unosi się nad znajdującym się nieopodal oceanem, w którym dostrzec można odbicia błyskawic. Niebo jest tak samo ciemne jak ocean bądź odwrotnie lub jeszcze inaczej... "Czyżbym upadł w górę?" spytałem sam siebie stojąc w pożodze. Czy rzeczywiście tak oto wygląda Królestwo Niebieskie do którego dążymy przez całe życie wszelkimi staraniami? Wokół mnie momentami widać jeszcze płomienie, gdzie nie gdzie jakieś niedopałki ludzkich zwłok. Wszędzie unosi się lichy dym. Wieje porywisty wiatr. Poczułem się jak w "Constantine". Koniec Ludzkości. Po chwili ukazuje mi się postać wyłaniająca się z kłębu masowego dymu. To ja. Mam na sobie biały, rozciągnięty i lekko przybrudzony podkoszulek. Przetarte w wielu miejscach jeansy. włosy rozczochrane. Stoję boso, a ręce swobodnie spoczywają wzdłuż ciała. Nie posiadam oczu. Dostrzec można tylko czerwonoczarne oczodoły, z których wypływa spokojnie krew. W tle słychać "Requiem For A Dream". Me stopy topią się w łzach żalu, smutku, cierpienia i rozpaczy. Mało przyjemne doświadczenie bardzo delikatnie powiedziawszy... Zaczynają drżeć mi bębenki w uszach. Incydent się nasila. Nagle, niczym demoniczny orszak żałobny, uderzając tak głośno w swe instrumenty, czy raczej żelastwo, ogromne, niewidoczne i rozlatujące się, które z impetem we mnie uderza, niczym w skałę. Stąd ten niebywały dźwięk. Kawałki mych jelit, trzewi oraz resztki ciała jedzą wrony. Nie potrafię opisać tego doświadczenia słowami, gdyż ciężko nawet uczuciem. Wysoka dawka DMT czyni swoją powinność. W błyskawicznym tempie rozpętał się deszcz krwi, niosąc za sobą kolejne ofiary, niszczone w bestialski, okrutny sposób. Chcąc popełnić samobójstwo, biegnę poprzez ciemny, gęsty i zimny las. Na gałęziach wiszą ludzkie płody oraz noworodki. Czy coś mnie jeszcze Dziś zaskoczy? One są wszędzie! Biegnąc, staram się je omijać, lecz przypadkowo uciekam depcząc po nich. A przed czym tak właściwie uciekam? Przed złem tego świata, mimo iż sam nad głową nie mam aureoli. Ludzie są okrutni, a życie jest cholernie ciężkie. C'est La Vie, jak to się powiada. Stąpam po ziemi której nie ma. Świat nigdy nie istniał i nie istnieje. To tylko moja chora wyobraźnia płata mi tak niewytłumaczalne figle. Zaczynam lewitować niczym Jezus. Me ciało błyszczy. (Kto tak sprawił do jasnej cholery?). Nagle słyszę tajemniczy głos stojącej tyłem, o nieludzkich kształtach kobiety. coś niewyraźnie szepcze. Odwraca się do mnie przy czym jej włosy rozwiewają się we wszystkich kierunkach. Wskazuje mi ( z niewiadomych przyczyn) zielone, niezwykłe miasto w oddali, mówiąc:
- Czy jest jeszcze coś co chciałbyś ujrzeć?
- A czy jest coś jeszcze, co mogłabyś mi zaoferować?- odrzekłem z zamkniętymi szeroko ustami. Całość trwało około dwóch tysięcy lat, a w rzeczywistości piętnaście minut. I tak tego nie zrozumiecie.
Nawet ogromna dawka LSD wam nie zapewni takiej jazdy.
Dimetylotryptamina- załaduj wszechświat, wyceluj, po czym strzel sobie w łeb.
Bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą."
KONIEC
Autor: Aleksander Szafraniec
Wszelkie prawa zastrzeżone.
środa, 6 listopada 2013
Taka sytuacja... :*
"Obczaj taką sytuacje... Gramy sobie w nogę, a tu takie dwie laski idą na trybunach... no tak się zagapiłem że straciłem piłkę ;D Potem cały dzień próbowałem się dowiedzieć jak się nazywają(...)" ^^ Hahaha :*
poniedziałek, 4 listopada 2013
Walić to.!
"Cześć M.,
robię coś w stylu sondażu, bo chce coś K. uświadomić.
Mam w związku z tym jedną prośbę.
Opisz K. pod względem wyglądu i nie tylko (tego wiesz o niej lub sądzisz np.charakter).
Dziękuje z góry i obiecuje że nikt poza mną nie będzie wiedział że tą odpowiedź dałeś Ty i że wgle brałeś udział w tym sondażu. To pytanie trafi do kilku chłopaków. Gwarantuję, że K. nie będzie wiedziała których. :-)
Z poważaniem. M. J."
Subskrybuj:
Posty (Atom)

